Czytasz wiadomości znalezione dla zapytania: Eryk II Pamiętny
Wiadomość
  *** KRÓLEWICZ ERYK ***
FUT: pl.hum.pisarstwo

*** KRÓLEWICZ ERYK ***

czyli fantasy w krzywym zwierciadle...

(kenny)

PRZEDSŁOWIE, 2004

Te krótkie i - jak mam nadzieję - chociaż odrobinkę śmieszne historyjki
powstały w zamierzchłej przeszłości, czyli jakieś 10 lat temu. Widać już
wtedy podejrzewałem w głębi mej duszy do czego dąży cała ta twórczość
fantasy (lub też do czego nie dąży i co trzeba sobie samemu w miarę
możliwości dopowiedzieć). W każdym razie powstały one ot tak sobie z
potrzeby serca dość szybko. Powstały i utkwiły na te kilka lat gromadząc
kurz nie w szufladzie, lecz na zapomnianej dyskietce marki Verbatim.
Dopiero teraz nabuzowany coraz bardziej rozkwitającymi wokół mnie
ekshibicjonistycznymi i grafomańskimi skłonnościami innych przedstawiam
je po raz pierwszy szerszemu gronu czytelników. Niech nie zostawią na
mnie suchej nitki!!!

WSTĘP WŁAŚCIWY, 1995
Chodzi tu wyłącznie o PRAWDĘ. Ale za to prawdę dużymi literami.
więcej: http://tinyurl.com/2yn4b

ERYK'01: DZIEŃ WYPRAWY
Królewicz Eryk miał dzisiaj wstać bardzo wcześnie. Nie zdarzało mu się
to zbyt często, bo wolał on raczej wszelkie przejawy i uroki nocnego
życia, lecz niestety tego pięknego poranka nasz królewicz nie miał
żadnego innego wyjścia. Musiał wstać. Po prostu musiał. Miał imperatyw,
gdyż to dziś właśnie, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, o ile nie
po raz pierwszy w ogóle, wzywały go obowiązki i powinności. Taka karma.
więcej: http://tinyurl.com/38r3x

 
  jaka przyczyna ??

Orientuje sie ktoś jaka moze być przyczyna zwalnienia
działania w EricsonieT10 ??


Jeśli dzieje się to na dworze lub zaraz po przyjściu z niego, to istotnie
dzieje się tak za sprawą silnego mrozu i problem ten nie dotyczy tylko
tego modelu Eryka, ale każdego aparatu.
Ostatnio miałem niezłe jazdy ze swoim SL45, który przestał reagować na
mrozie na naciskanie klawiszy.

Rico, który też ma Eryka T-20 akuratnie no i pamiętnego S868.  :-)

  Zimowe Maluszki 2007/08 niedługo świętują 1 urodzinki !!!
Z Kubkiem na szczęście ok-osłuchowo czysty, węzły niepowiększone
super że wszystko dobrze, mam nadzieję że syropek swoje zdziała.

Eryk od kilku dni też jest ciężki do zniesienia. W ciągu dnia śpi max 1,5h a wnocy co 40 min się budzi z płaczem - idą dwójki. Ale oczywiście małż gada, że przyzwyczajam Eryka do leków itd

Dziś po raz pierwszy od niepamiętnych czasów wyszłam spotkać się z kumpelami - było super. Ja oczywiście jako pierwsza wyszłam z imprezy ale muszę powolutku uczyć małża samodzielności względem dziecka. Było super troszku się z koleżankami ululałyśmy (6 win na 5 babek )

Aha i dostanę podwyżkę. Już od zeszłego tygodnia mnie wkurzało podejście współpracowników - że wszystko na mojej głowie.
I tak sobie pobrząkiwałam że to nie fair itd.
Aż wczoraj wybuchłam i nagadałam jednej dziewczynie że nie jestem robotem, jestem jedna itd - a moja szefowa siedziała oboi i aż spojrzała zdziwiona o co chodzi.
I dziś przyszła i się pyta do kiedy bym chciała pracować po 7h a od kiedy przejść na pełen etat. Więc zaczęłam ściemniać (bo nie wiedziałam o co jej chodzi), że niby zaczęłam próby odstawiania Eryka od cyca itd.
A ona mi na to, że gadała z dyrektorem cobym dostała podwyżkę, ale on uargumentował ją moim przejściem na normalny tryb pracy (tj. 8h).
Tak więc powiedziałam, że spróbuję od poniedziałku ale nie wiem czy mi się uda (tak dla przypomnienia ja nie karmię Eryka od ponad 6 miesięcy bo mi pokarm zanikł).
  Front wschodni- spotkanie
Już proponowałem Erykowi wrzucenie w logo naszych gęb w najgłupszych z możliwych min. Ewentualnie cały rządek głupich min z pamiętnego zdjęcia domek nr 15. Ten typo wygląda za powaznie i straszliwie. Napis gites, kojarzy się z mroźną zima :D
MP8 z fajną siatką. Trza tu coś z tych gęb i będzie miód malina.
Potem jadziem z jakąś resztą. Miniserwis, głównie z anonsami spotkań itp
Powiadamiacz mailowy, może jakaś galeryjka fotek.
Historyczne trzymam wszystkie, a zaczyna się to spotkaniem w Bychawie w maju 2003 roku :lol: :lol: :lol:

Eryk zna moje zapatrywania, więc ustalicie o co sięrozchodzi. Możemy to też dogadać przez net albo w Morsku.
 
  Z ogłoszenia o Morsku 2009
Tak własnie Eryk wyraził to co miałem na mysli
a wy koledzy z Krakowa sie nie denerwujcie
róbcie impreze i tyle
ja nic nie zakładam ze bedzie do dupy czy do kupy
po prostu era Morska skończyła sie przy pamietnej mortadeli
kto był wczesniej to wie co mam na mysli
i tu nie chodzi tylko o zarcie.........
  Graham Masterton - geniusz czy grafoman
Sojusz indiańsko-wąpierzy nie umywa się do gwałtu prześcieradłem.
Butelka po ketchupie jako broń na indiańskie demony lepsza.

Skończyłem "Festiwal strachu" - kolejny zbiór opowiadań Mastertona. Idealna lektura, dla tych, którzy zaczynają przygodę z jego prozą, jak i starych wyjadaczy. Są to bowiem utwory, które zawierają wszystkie charakterystyczne cechy jego twórczości - seks, przemoc i dużo obrzydliwości. Najobrzydliwsze jest "Posocznica" - utrzymane w stylu pamiętnego "Eryka Pasztecika"- opowiadanie, które u mniej wytrzymałego czytelnika może spowodować nawet torsję. Reszta już nie wywołuje takich emocji - w większości to przewidywalne opowiadanka z małą dawką grozy. Wyróżniłbym jeszcze "Anty-Mikołaja", gdzie jest ciekawie pokazana ewolucja wizerunku świętego. W sumie zbiór do przeczytania, ale nic wartego uwagi.
  kto ukradl starych chuliganow
Witam całą chuligańską brać !
Jak miło powspominać stare dobre czasy.
Słuchajcie,pewnie już czytaliście na stronie Eryka, że poszukuję starych zdjęć bazy rybackiej oraz fotki rybakow którzy pracowali w KOTWICY a później w CERCIE.Może są osoby które posiadaja zdjęcia z pamiętnego sztormu w 1995 r. Proszę o kontakt danazdroje@op.pl
Pozdrawiam serdecznie Dusia
  Z czego to ?
Arkona to skalisty przylądek w skrajnie północnej części Rugii

We wczesnym średniowieczu centralny gród obronny zachodniosłowiańskich Ranów na trudno dostępnym wąskim cyplu półwyspu Wittow. Otoczony był z trzech stron urwiskiem o wysokości 45 metrów opadającym do morza, a od strony lądu początkowo wałem ziemnym i fosą, następnie ok. 1000 roku został rozbudowany i wzniesiono mur drewniano-ziemny o wysokości niemal 10 metrów i długości w linii prostej ponad 250 metrów. Dodatkowo od strony Bałtyku istniały umocnienia o szerokości 4,5 metra.

Arkona była znanym ośrodkiem kultu pogańskiego boga Świętowita (połabskie: Svątevit, czytaj swantewit). Według Saxo Grammaticusa, świątyni Świętowita (kąciny) strzegła stała załoga licząca 300 wojów, podległych arcykapłanowi. W świątyni znajdował się posąg i skarbiec Świętowita, będący właściwie skarbcem państwa Rugian. Po splądrowaniu (1067/1068) a następnie zniszczeniu (1125) Radogoszczy, Arkona stała się najważniejszym miejscem kultu religijnego Słowian nadbałtyckich.

W 1136 roku, król Danii Eryk Pamiętny, zmusił do kapitulacji obrońców, poprzez zajęcie nadbrzeżnych źródeł wody, jednak Ranowie szybko odzyskali samodzielność, a mieszkańcy zbudowali wewnątrz grodu zbiornik na wodę, by zabezpieczyć się przed podobnymi wypadkami.

Została zdobyta i zniszczona w 1168 przez króla duńskiego Waldemara I. To wydarzenie poprzedziło wymuszoną chrystianizację mieszkanców tego regionu.

nie ma to jak Wikipedia
  W altance
wiec prosze smialo komentowac ...

Sam chciałeś

Gdy wieczorem letnim w pamiętnej altance,
tuląc cię do siebie szeptałem te słowa...
Tak czułe-jak szepce się tylko kochance,
ciało twoje drżało w mych ramion okowach.

Urwanym oddechem pieściłaś mą szyje.
Ja poczułem ucisk twych piersi w sukience.
I pewnie nie wiedziałbym - snem, czy jawą żyję,
gdyby nie twe czułe - tak ciekawe ręce.

Usta głodne moich. Chłonnym pocałunkiem,
zdawałaś się duszę wypić razem z tchnieniem.
Pijani żądzami, niczym mocnym trunkiem
chcieliśmy wciąż więcej, wzmagając pragnienie.

Lekki wiatr łagodnie chłodził nasze ciała,
niosąc zapach mięty i skoszonej łaki
a pancerzem twardym, stały się ubrania.
Drżące ręce śpiesznie zrzuciły osłonki.

Głodne oczy jadły twą nagość spojrzeniem:
krągłość pełnych piersi, brzucha, bioder linię,
i jedno natychmiast poczułem pragnienie
- topić się w tym ciele, wyruszyć w krainę,

gdzie gwiazdy wyruszą z nieba na spotkanie,
porwą wielkim Wozem po sklepieniu nieba,
by rozstać się z bólem o brzasku. Świtanie
gna Ciebie do męża... Mnie do żony trzeba.

Eryku, napewno treść nie jest taka jaką autor zaplanował.
Ja się skupiłem wyłącznie na rytmie.
Wiersz napisałeś w wartościowym stylu abab (no... prawie).
Jeszcze trochę zgrzyta "mą" w drugiej zwrotce. Ale to już Ty podejmuj decyzje.
Ja bym ocenił wiersz, na....
Ciekawe dzieło, które znalazło się na widoku jeszcze przed oszlifowaniem.
Muszę Cię pochwalić.
Pozdrawiam.
  Taktowanie w Plusie??

|  A może trzeba było wziąć zawsze działającego i nie sprawiającego
|  żadnych problemów POPa... ;-)
mam abonament w Idei i bardzo sobie chwalę. Moje doświadczenie mówią, że
jest to najmniej problematyczna sieć pod wzgledem technicznym.
|  To tak dla żartu - POPa najgorszemu wrogowi bym nie życzył.
POPa ma kobieta i generalnie jakoś dziwnym trafem nie zauważylismy z nim
żadnych problemów. Raz (słownie: jeden raz :-) zdarzyło się, że przez 2.5
godziny nie dało się inicjować rozmów. Odbierać można było bez problemów.
Trudno mi uwierzyć, że ludzie co wieczór nie mogą się gdzieś dodzwonić z
POPa.


 Abonamentu w idei nigdy nie miałem, więc piszę o POPie. Sam pozbyłem
 się 503 ponad rok temu - z powodu niekończących się padów
 zwieńczonych pamiętną wielkanocą. Całkiem niedawno uwolniłem od tego
 ciężaru Bacię, która również narzekała na to, że nigdzie nie może
 zadzwonić.

|  Nie bałeś się zdjąć simlocka w ericssonie? To przecież - obok nokii -
ha :-) zanim kupiłem najpierw dowiedziałem się, jak się ściaga simlocka z
T39. Otóż robi się to dokładnie tak jak w salonie u operatora: kodem NCK
wklepywanym z klawiaturki :-) Z klawiaturki można też potem smoka założyć
jakby co :-) A po naprawie w serwisie znów zdjąć :-)


 To prawie tak jak z moim samsungiem - ten z kolei ma buga
 pozwalającego przy pomocy funkcji dostępnych w menu aparatu
 przestawić simlocka na dowolną sieć na świecie (!).

|  najbardziej awaryjne telefony na rynku. Na 6210 już i tak pewnie nie
|  było gwarancji więc problem żaden, ale Ericsson?
Co do Eryków - mam także T20s, któremu padła końcówka mocy ale na szczęście
przed ściagnięciem smoka, więc problemu nie było. Trudno powiedzieć czy Nokie
są bardzo awaryjne. Przez moje paluchy przewinęły się 3 6210 i jedna 6310 i
tylko w przypadku jednej 6210 były małe problemy. Coś mi się wydaje, że ta
duża awaryjność Nokii to nic innego jak statystyka - prawie 40 % aparatów na
świecie to Nokie (u nas pewnie więcej), więc nie ma się co dziwić, że ich
najwięcej trafia do serwisów.


 Może i tak - ale z drugiej strony moja 6210 była w serwisie cztery razy a
 mój T65 "tylko" trzy.

  Wspomnienia sportowe
Dzięki Eryku za wywiad!
Pamiętne Mistrzostwa, chociaż byłam mała, ale zapamiętałam, co robiłam podczas tych meczów, u kogo je oglądałam...
  Łoś, Jastrząb i inne gatunki.
To w zasadzie kilka drobiazgów jeszcze:
1. Piszesz, że nikt nie mógł wiedzieć, że Niemcy uderzą w 1939 roku. Otóż powszechna jest opinia, że Niemcy musieli uderzyć właśnie w 1939 (najpóźniej 1940) roku, bo inaczej zbankrutowaliby. Myślę, że plan zakładający, iż tak naprawdę będziemy gotowi w roku 1942, zaś do 1939 za wiele w naszym lotnictwie nie miało się zmienić, poza pojawieniem się nieprzydatnego w warunkach tego konfliktu Łosia. I znowu wraca nam kwestia wywiadu i korzystania z jego analiz. Jeśli się nie mylę, polski Sztab Generalny ocknął sie na przełomie lat 1938/9, że Niemcy mają trzykrotną przewagę. Trochę późno.
2. Wilk. Święty Graal, albo i Mesjasz polskiego lotnictwa. Miał sie pojawić i rozpirzyć Luftwaffe, Panzerwaffe, Wehrmacht i Waffen-SS. Zawiódł. Nie pojawił się. Jasne, że miał to byc skok technologiczny. Takie rzeczy rzadko się udają. A myśmy postawili wszystko na jedną kartę. To było po prostu niepoczytalne. Tym bardziej, że nie było poważniejszych danych, żeby mieć nadzieję, że Foka - malutki, wydajny silnik, niezbędny, by Wilk miał zakładana dynamikę - się uda. Do rozwiązania były problemy nie rozwiązane przez kogokolwiek - chłodzenie (do tego powietrzem) superwysokoobrotowego (4000rpm), wydajnego (450 - 600 KM)kompaktowego (więc o małej powierzchni) silnika. Miał tego dokonać zespół genialnego inżyniera, który wcześniej nie miał żadnych szczególnych osiągnięc poza zbudowaniem sportowego silnika do RWD-9, na którym polska załoga wygrała Challenge. Jeżeli program Wilka opierał sie na Foce, to mozna rzec, że Wilk był na podobnym poziomie, jak maszyna, z której Eryk Warszyc (Erik Warsitz) wysiadł rozpromieniony w owe pamiętne przedpołudnie 27. sierpnia 1939 roku. Tylko, że Niemcy mieli zdrowe podejscie do konstrukcji studyjnych, wiedząc, że na ogół nie nadają się do wdrożenia wprost, a nawet w ogóle. A my liczyliśmy na cud. Równie dobrze moglibyśmy liczyć na to, że Ciołkosz wymyśli USS Entarprise z reaktorem plazmowym i fazerami, skonstruuje toto pod Lublinem i dostarczy a 100.000 zł za sztuke do LW.
3. Z tym PZL-39 to jest jakaś tajemnicza sprawa: w 1936 roku ta maszyna w ogóle nie istniała, nie wiadomo było jaką ma mieć konstrukcję, a KSUS w październiku 36 roku postawił w ogóle cały projekt na głowie.
  Hokej :P
z kolei Henke chyba jednak przenosi sie do NHLu ostatecnej decyzji jeszcze nie ma bo wciaz rozmawia i rozmawia ale buuuu Henke no
Zata zostanie.... MODELEM Hihihihihihi tylko lomatko zanim podpisa kontrakt niech mu brode kaza zgolic
no nie wiem ja bym chciala tego szczuplego z 2002 roku z tymi rudymi włosami a i tak najlepse zdjecie buhahaha Tom a la Robin Hood
LOMAMO! Hihi czy w Twojej szkole ucza tylko mlodzi i przytsojni??? Bo jesli tak to jak Ty zamierzasz zdac maturę? Pseciez to sie w ogole nei da skupic na lekcjach!
No ale wlasnie wtedy Tuomo musialby przejac stery
No ja pomyslalam ze tak pewnie wyglada zwierze domowe panów w Chicago kiedy Tuomo próbuje dyskretnie wrzucac pod stol jedzenie kariego
lomamo, ekhm ekhm bo ja w zasadzie to wcale nie wierze w św. mikołaja
to ja nie pytam co jest sekretem henke
bo zdjecia zdjeciami a live to dopiero ciacho
brrrrr
tylko w piosenkach brzmi ładnie...
Magnus Dobry, Magnus II Henriksson, Magnus III Bosy () Magnus IV Ślepy
a i tak najlepsi som: Sigurd II Gęba Eryk Krwawy Topór, Eryk II Wróg Księzy, a z duńskich: Olaf I Głód Eryk I Zawsze Dobry, Eryk II Pamiętny, Eryk III Jagnię Eryk IV Denar Od Pługa
po prostu Skandynawom nie brakuje inwencji
No tak w koncu Christian spał na balkonie
bede musiala kiedys z ciekawosci wącyc sobei glos alfa
hyhy lepiej by bylo FIN+POL vs. Rus
inny henke... on ma cos takiego w spojzeniu, cos co sprawia ze mysle ze moglby zagrac w wladcy pierscieni

czule spojrzenie Aragorna.. ew. HALDIR tak.. Haldr tez mial takie spojrzenie jak mierzyl od gory do domu Gimliego (czy tak to tam sie odmienia) i potem tego..jak byla Galadriela.. taak.. Zata Haldir z elfim lukiem

a Henke.. hm.. faajny facet
huhu a ja gdzies na forum znalazlam zdjecie Henke gdzie byl podpisany Lunkan i byl w podobnej pozie jak na tym zdjeciu w bialej koszulce udajacy, ze lapie krazka..takie male skojarzenie

gona dnia Czw Maj 26, 2005 11:13 pm, w całości zmieniany 1 raz
  Hokej :P
Ale jeszcze większe aaaaaaa dla Liverpoolu!!! Hyhy, jakie to były emocje i jaka radość na końcu
I Steve najprawdopodobniej zostanie w druzynie Żeby tylko mogli grać w przyszłym roku w LM...
trzeba myśleć, zanim się coś powie W każdym razie, Vokoun ma u mnie wielki minus
Hihi, Orlando też lubię. Najbardziej za dodatki do "Władcy Pierścieni" Z takim facetem chyba nigdy nie można się nudzić
no 26 to bardzo malo! hyhy tj w sam raz szczegolnie jak taki przystojny
Magnus II Henriksson, Magnus III Bosy () Magnus IV Ślepy
a i tak najlepsi som: Sigurd II Gęba Eryk Krwawy Topór, Eryk II Wróg Księzy, a z duńskich: Olaf I Głód Eryk I Zawsze Dobry, Eryk II Pamiętny, Eryk III Jagnię Eryk IV Denar Od Pługa
po prostu Skandynawom nie brakuje inwencji
lomamo, ekhm ekhm bo ja w zasadzie to wcale nie wierze w św. mikołaja
NIo muszą kurcze, liverpoolek bez stevena buuuuu ja tom druzyne wlasnie za to tak mocno kocham ze sie prawie nie zmienia i ze nawet jak nie ogladam regularnie meczy i jak wlacze po pol roku to wciaz widze te same kochane buzie nio! Nawet Hammana polubilam ech Ale jesli ma odejsc, to tylko on Nikomu wiecej nie pozwalam
No ja pomyslalam ze tak pewnie wyglada zwierze domowe panów w Chicago kiedy Tuomo próbuje dyskretnie wrzucac pod stol jedzenie kariego :goope:
mi sie Orlando naraził w Troi Chciałąbym go wrescie zobacyc w roli troche innej od zakochanego młodego romantyka-idealisty niom Króleswto Niebieskie chce w koncu zobaczyc, chociaz mnie juz troche do niego ludzie pozniechęcali...
L? hihi mi sie podobają słowka i czeskie OCKO rzadzi DJ divak
LOMAMO! Hihi czy w Twojej szkole ucza tylko mlodzi i przytsojni??? Bo jesli tak to jak Ty zamierzasz zdac maturę? Pseciez to sie w ogole nei da skupic na lekcjach!

Nie, jest ich tylko trzech ksiadz , muzyk i wlefista , ale uczy mnie tylko ksiadz chociaz z panem od muzyki czesto widuje sie na chorze, a wlefista to ehhh taki dziwny jest troche pracowal nawet kiedys w sklepie na przeciwko mojego domu
  Moda na sukces
Fabuła tego filmu mnie powala co odcinek to samo --'

Moja babcia to ogląda. wszystkie babcie to kurczak ogladają... Wasze też?

Nonsensopedia o tasiemcu Moda Na Sukces :
Cytat: Moda na sukces (niekończąca się opowieść) – na początku było słowo, potem nastała Moda na sukces. Już od wielu dziesięcioleci możemy w głębokim skupieniu śledzić losy ukochanych przez nas bohaterów. Powstał już chyba miliard odcinków, a i tak akcja się dopiero rozkręca. Dla niewtajemniczonych (są jeszcze tacy?!) krótka charakterystyka bohaterów:

Ridż Forester – kanciastogłowy ulubieniec pań. Cechy - sztywność, jakby kij połknął, przewracanie oczyma, liczne romanse w wyniku których na świat przychodzą dzieci, które potem okazują się jego rodzeństwem ze strony ojca brata ciotki stryja. 4 razy rozwodził się z Bruk.

Bruk Logan Forester – Bruk kocha Ridża, a on kocha siebie. Bruk kocha też ojca Ridża, ale on jej już nie. Kocha także kilku bohaterów drugoplanowych. Ma blond włosy i około 30 lat, chociaż wiek jej syna wskazywałby by, że ponad 50. IQ też ma mniej więcej koło 30. Tak zwana „żona przechodnia”.

Stefani Forester – mama Ridża i tego drugiego... no... jak mu tam... Nie lubi Bruk i ma rację. Lubi ładne ubrania i intrygi. O szczęście swej rodziny walczy jak lwica.

Eryk Forester – papa Ridża. Ojciec własnych wnuków. Lubi Bruk i swoją siwiznę. Projektuje modę i odnosi sukces.

Sali Spektra – jedyna normalna w tym serialu. Nie lubi Foresterów, jest puszysta i ma ładne rude włosy, o których krążą legendy. Lubi stawiać obiady i kolacje.

Rik Forester – syn Bruk i (najprawdopodobniej) gangu żółwi-motocyklistów. Prawdopodobnie mutant - rozwinięcie się z postaci niemowlaka do postaci osobnika dorosłego zajęło mu około 10 odcinków (5 lat na serialowej osi czasu).

Sidżej – niegdyś najlepszy przyjaciel Rika, dzielił z nim wszystkie tajemnice. Obecnie nie chce podzielić się nawet dzieckiem. Gardzi i brzydzi się bogactwem. Sympatyzuje z Amber, ta jednak jakoś nie może zebrać się, aby go poślubić. Jego fryzura to najnowszy krzyk mody.

Amber – Einstein zbrodni, Leonardo da Vinci przebiegłości, chytrości, Newton intryg w jednym. Babysitter-ując Ricka postanowiła zostać jego kochanicą i żeby ułatwić sobie osiągnięcie celu, zaciągnęła go do łóżka a potem wetknęła cudze dziecko. Sielanka trwała do pamiętnego wyjazdu do Wenecji, kiedy to cała prawda wyszła na jaw - okazało się, że matką małego Eryka jest Beki. Obecnie Amber przeżywa niezwykle ambiwalentne uczucia, mając do wyboru prostego chłopaka z ubogiej rodziny Garrisonów, Sidżeja oraz opalonego, przystojnego Rika, który dobrze wie, czego chce od życia. Aby zatrzymać przy sobie Małego Eryka, jest gotowa oddać się Dikonowi.

Dikon Szarp- prawdziwy maczo-men, brutal i twardziel. Prowadzi kiczowaty bar gdzieś w Los Angeles. Jego nieodłącznym atrybutem jest kilkudniowy zarost, który stale widnieje na jego twarzy, nawet jeśli w tym samym odcinku jego dziewczyna go goli. Zajmuje się handlem dziećmi na czarnym rynku. Lubi klepać Rika po policzku. Przedmiotowo traktuje kobiety.

Torn - płaczliwy mięczak z kompleksem starszego brata. Nieporadny życiowo, ubrania, stanowiska i kobiety przejmuje po Ridżu, przez co nienawidzi go. Obecnie zakochany w Bruk, która to raz go kocha a raz odrzuca z powodu seksu z Kimberli, który wcale się nie odbył. Często płacze.

Morgan deŁit - najbardziej czarny charakter filmowy i serialowy w całym wszechświecie. Światowej klasy projektantka a niegdyś modelka. Pewnego dnia przeleciał ją Ridż, ale Stefa zmusiła ją do aborcji. To stało się przyczyną zburzenia dotychczasowego życiowego poglądu Morgan. Zniknąwszy na kilkanaście lat z Los Angeles, powróciła w chwale i glorii jako element zemsty Bruk na Ridżu i Eryku za zniszczenie jej związku z Tornem. W wyniku jej sprytnej intrygi Ridż zapłodnił ją ponownie. Obecnie Morgan boryka się z moralnymi problemami natury "Zabić Klarka czy też nie", posługując się przy tym pytonem Patsy.
  Bielon [GH] Kampania Bissel III
Przystawszy na propozycję Namiestnika rankiem opuściliście jaskinię zaraz po cichym i szybkim pogrzebie w którym pochowaliście kilku knechtów, Olafa i Mortibala. Na waszych saniach zaanektowanych przez ludzi Namiestnika, jechało dwóch rannych. Szlak nie należał do łatwo przejezdnych, bo zima od kilku dni przycisnęła srodze. Was jednak grzała radość z faktu, że choć wplątaliście się w paskudną awanturę to jednak karta się odwróciła.

Trzy dni zajęło wam dotarcie do Tymowa, małej osady położonej na trakcie z Gniewu do Młota Ainoru. Stąd droga była już zupełnie inna. Szlak był wydeptany przez rzadkie o tej porze roku, lecz jednak jeżdżące, wyprawy. Do Młota, gdzie zdążał Namiestnik, dotarliście po pięciu dniach od pamiętnej bitwy pod jaskinią. Zmęczeni podróżą lecz już zdrowsi.

Sama twierdza zrobiła na was spore wrażenie, bo dopiero teraz mogliście choć przez chwilę być w jej wnętrzu a nie jak wcześniej na podgrodziu jedynie. Wzniesiona na skale nad zakolem Strumienia Real, zdawała się być krępa na podobieństwo swoich budowniczych, krasnoludów z rodu Mc’Roun. Ciężkie kamienne bryły granitu może nie miały w sobie strzelistej świetności elfich wieżyc, lecz swą przysadzistością zyskiwały na obronności. Ktoś, kto zdobyłby się na szturmowanie tej twierdzy, musiałby robić to latami.

Ser Eryk Servoll, pan na Młocie Ainoru znalazł dla was kwatery wśród izb służby z wyłączeniem Lady Touen, którą poprosił o zajęcie izby na zamku i goszczenie wedle swego życzenia. Nie była to jednak uciążliwa gościna a jedynie krótkie zatrzymanie was nim Namiestnik wyznaczy wam stosowne kwatery. I już po trzech dniach gościny, kiedy powoli dochodziliście do siebie, wezwano was do miasta, gdzie w jednej z niewielkich kupieckich kamienic stojących przy rynku, czekał na was Namiestnik. Był sam i nie miał dobrego humoru, lecz nic w tym nie było dziwnego. Będąc w mieście trzy dni wiedzieliście już, że na traktach przybyło zbójów, Tępiciele ostatnimi czasy strasznie stracili na skuteczności i złodziejstwo pleniło się nawet w mieście. Do tego jeszcze Strażnicy, obrońcy Bissel, porzucili nałożoną przez przysięgi i bogów służbę i lekce sobie ważąc wezwania Namiestnika zajęci byli „bronieniem granic”. Widać było, że komuś zależy na zbełtaniu spokoju w prowincji. Konsekwencje tego spaść mogły zaś przede wszystkim na tego, w którego gestii znajdowało się strzeżenie prawa i porządku w Ainorze. Stąd pewnie i jego humor.

Ledwie weszliście do piwnicznej izby, w której czekał na was a wskazawszy na wolne ławy powiedział kąśliwie – Co tak długo? Jak płacę chcę oddanej służby – widać było zrazu, że jest nie w sosie. Podsunął na stołach w waszą stronę kilka sakiewek brzęczących i pękatych – Oto obiecane sto lwów. I czas przyszedł na pierwsze zadanie. Wasz stary znajomy, Hucke Olinders, który z Krugerem spiskował, ma przybyć dziś o zmroku do Młota i zatrzymać się w domu kupca Wernicke, przy porcie. Tamuj opodal most jest, łatwo znaleźć. Trza było by go pojmać, ale tak coby krzyku nie narobił, i do mnie dostarczyć. Pamiętajcie, on wysoko w tutejszym Trybunale stoi. Jak się larum podniesie do niczego się nie przyznam. Jednak, jak już go mieć będziecie dostarczycie go do karczmy „Trzy Baty” i tam pytajcie o Jutha. To mój człek i on wiedział będzie gdzie naszego znajomka odstawić i jak mnie znaleźć. Uda się, sto lwów dla was do podziału. Aaaaa – dodał na końcu jednocześnie dając wam znać, że na was już pora – jeszcze jedno. Niechaj po was nie ostanie się krwawy szlak wiodący do „Trzech Batów”. To małe miasto. – skończył wyraźnie dając wam znać, że nie może wam poświęcić więcej czasu. Wyszliście na rynek Młota i mało myśląc udaliście się do jedynego na rynku miejsca gdzie można było i pogadać i piwa się napić, zajazdu „Łaska Pańska”. Tu zamówiliście wedle gustu i wyraźnie pewniejsi pękatą sakiewką, siedliście w sporej alkowie, na której wynajęcie było was stać. To było miłe uczucie…
  Nonsensopedia
Moda na sukces (niekończąca się opowieść) – na początku było słowo, potem nastała Moda na sukces. Już od wielu dziesięcioleci możemy w głębokim skupieniu śledzić losy ukochanych przez nas bohaterów. Powstał już chyba miliard odcinków, a i tak akcja się dopiero rozkręca. Dla niewtajemniczonych (są jeszcze tacy?!) krótka charakterystyka bohaterów:

Ridż Forester – kanciastogłowy ulubieniec pań. Cechy - sztywność, jakby kij połknął, przewracanie oczyma, liczne romanse w wyniku których na świat przychodzą dzieci, które potem okazują się jego rodzeństwem ze strony ojca brata ciotki stryja. 4 razy rozwodził się z Bruk.

Bruk Logan Forester – Bruk kocha Ridża, a on kocha siebie. Bruk kocha też ojca Ridża, ale on jej już nie. Kocha także kilku bohaterów drugoplanowych. Ma blond włosy i około 30 lat, chociaż wiek jej syna wskazywałby by, że ponad 50. IQ też ma mniej więcej koło 30. Tak zwana „żona przechodnia”.

Stefani Forester – mama Ridża i tego drugiego... no... jak mu tam... Nie lubi Bruk i ma rację. Lubi ładne ubrania i intrygi. O szczęście swej rodziny walczy jak lwica.

Eryk Forester – papa Ridża. Ojciec własnych wnuków. Lubi Bruk i swoją siwiznę. Projektuje modę i odnosi sukces.

Sali Spektra – jedyna normalna w tym serialu. Nie lubi Foresterów, jest puszysta i ma ładne rude włosy, o których krążą legendy. Lubi stawiać obiady i kolacje.

Rik Forester – syn Bruk i (najprawdopodobniej) gangu żółwi-motocyklistów. Prawdopodobnie mutant - rozwinięcie się z postaci niemowlaka do postaci osobnika dorosłego zajęło mu około 10 odcinków (5 lat na serialowej osi czasu).

Sidżej – niegdyś najlepszy przyjaciel Rika, dzielił z nim wszystkie tajemnice. Obecnie nie chce podzielić się nawet dzieckiem. Gardzi i brzydzi się bogactwem. Sympatyzuje z Amber, ta jednak jakoś nie może zebrać się, aby go poślubić. Jego fryzura to najnowszy krzyk mody.

Amber – Einstein zbrodni, Leonardo da Vinci przebiegłości, chytrości, Newton intryg w jednym. Babysitter-ując Ricka postanowiła zostać jego kochanicą i żeby ułatwić sobie osiągnięcie celu, zaciągnęła go do łóżka a potem wetknęła cudze dziecko. Sielanka trwała do pamiętnego wyjazdu do Wenecji, kiedy to cała prawda wyszła na jaw - okazało się, że matką małego Eryka jest Beki. Obecnie Amber przeżywa niezwykle ambiwalentne uczucia, mając do wyboru prostego chłopaka z ubogiej rodziny Garrisonów, Sidżeja oraz opalonego, przystojnego Rika, który dobrze wie, czego chce od życia. Aby zatrzymać przy sobie Małego Eryka, jest gotowa oddać się Dikonowi.

Dikon Szarp- prawdziwy maczo-men, brutal i twardziel. Prowadzi kiczowaty bar gdzieś w Los Angeles. Jego nieodłącznym atrybutem jest kilkudniowy zarost, który stale widnieje na jego twarzy, nawet jeśli w tym samym odcinku jego dziewczyna go goli. Zajmuje się handlem dziećmi na czarnym rynku. Lubi klepać Rika po policzku. Przedmiotowo traktuje kobiety.

Torn - płaczliwy mięczak z kompleksem starszego brata. Nieporadny życiowo, ubrania, stanowiska i kobiety przejmuje po Ridżu, przez co nienawidzi go. Obecnie zakochany w Bruk, która to raz go kocha a raz odrzuca z powodu seksu z Kimberli, który wcale się nie odbył. Często płacze.

Morgan deŁit - najbardziej czarny charakter filmowy i serialowy w całym wszechświecie. Światowej klasy projektantka a niegdyś modelka. Pewnego dnia przeleciał ją Ridż, ale Stefa zmusiła ją do aborcji. To stało się przyczyną zburzenia dotychczasowego życiowego poglądu Morgan. Zniknąwszy na kilkanaście lat z Los Angeles, powróciła w chwale i glorii jako element zemsty Bruk na Ridżu i Eryku za zniszczenie jej związku z Tornem. W wyniku jej sprytnej intrygi Ridż zapłodnił ją ponownie. Obecnie Morgan boryka się z moralnymi problemami natury "Zabić Klarka czy też nie", posługując się przy tym pytonem Patsy.

  Humor
Dobra źąsy, uczynie to ZŁO nad złami i napisze post pod postem, chce po prostu zeby bylo widac bo te teksty mnie rozwaliły i kwiczałam (dosłownie xD) ze smiechu xD Najpierw o 'Modzie Na Sukces':

Moda na sukces (niekończąca się opowieść) – na początku było słowo, potem nastała Moda na sukces. Już od wielu dziesięcioleci możemy w głębokim skupieniu śledzić losy ukochanych przez nas bohaterów. Powstał już chyba miliard odcinków, a i tak akcja się dopiero rozkręca. Według producentów główną fabułą serialu jest niby "projektowanie i pokazy mody" ale tak naprawdę główną fabułą serialu jest sex, związki, zdrada, miłość, rozstania itd. Niemożliwe jest jednak stworzenie sensownej fabuły dla czegoś tak długiego, przez co charakterystyczna cechą serialu jest zapętlanie się fabuły. Bohaterowie parzą się w trochę losowy sposób (na szczęście do tej pory wyłącznie heteroseksualnie i bez przypadków kazirodztwa), a każdy z nich przeżył przynajmniej jedną amnezję i dwa obłędy o różnym stopniu nasilenia. Dialogi i intrygi są skonstruowane w sposób wywołujący u człowieka o inteligencji większej od przeciętnego pokemona najpierw ataki panicznego śmiechu, a potem narastające przerażenie pomieszane z irytacją. Stopień ich hardkor`owości wzrasta z czasem, ponieważ wszystkie zgodne z jakakolwiek logiką możliwości rozwoju akcji zostały dawno wyczerpane i scenarzyści siegają po coraz mocniejszy nonsens. Dla niewtajemniczonych (są jeszcze tacy?!) krótka charakterystyka bohaterów:

Ridż Forester – kanciastogłowy ulubieniec pań. Cechy - sztywność, jakby kij połknął, przewracanie oczyma, liczne romanse w wyniku których na świat przychodzą dzieci, które potem okazują się jego rodzeństwem ze strony ojca brata ciotki stryja. 4 razy rozwodził się z Bruk.

Bruk Logan Forester – Bruk kocha Ridża, a on kocha siebie. Bruk kocha też ojca Ridża, ale on jej już nie. Kocha także kilku bohaterów drugoplanowych. Ma blond włosy i około 30 lat, chociaż wiek jej syna wskazywałby by, że ponad 50. IQ też ma mniej więcej koło 30. Tak zwana „żona przechodnia”.

Stefani Forester – mama Ridża i tego drugiego... no... jak mu tam... Nie lubi Bruk i ma rację. Lubi ładne ubrania i intrygi. O szczęście swej rodziny walczy jak lwica.

Eryk Forester – papa Ridża. Ojciec własnych wnuków. Lubi Bruk i swoją siwiznę. Projektuje modę i odnosi sukces. Jest starym dziadem, który w całym serialu nie ma nic innego do roboty, jak tylko stać i gapić się przed siebie, z miną "yyy... co to jest?" a mimo to, wszyscy uważają, że jest najmądrzejszym przedstawicielem rodu.

Tejlor Forester - żona Ridża, co jakiś czas odbija męża z rąk Bruk. Miała wiele niezwykle fascynujących przygód, jakich nie wydumałby nawet pensjonariusz zakładu zamkniętego w Tworkach.

Rik Forester – syn Bruk i (najprawdopodobniej) gangu żółwi-motocyklistów. Prawdopodobnie mutant - rozwinięcie się z postaci niemowlaka do postaci osobnika dorosłego zajęło mu około 10 odcinków (5 lat na serialowej osi czasu).

Amber – Einstein zbrodni, Leonardo da Vinci przebiegłości, chytrości, Newton intryg w jednym. Babysitter-ując Ricka postanowiła zostać jego kochanicą i żeby ułatwić sobie osiągnięcie celu, zaciągnęła go do łóżka a potem wetknęła cudze dziecko. Sielanka trwała do pamiętnego wyjazdu do Wenecji, kiedy to cała prawda wyszła na jaw - okazało się, że matką małego Eryka jest Beki. Obecnie Amber przeżywa niezwykle ambiwalentne uczucia, mając do wyboru prostego chłopaka z ubogiej rodziny Garrisonów, Sidżeja oraz opalonego, przystojnego Rika, który dobrze wie, czego chce od życia. Aby zatrzymać przy sobie Małego Eryka, jest gotowa oddać się Dikonowi.

Dikon Szarp- prawdziwy maczo-men, brutal i twardziel. Prowadzi kiczowaty bar gdzieś w Los Angeles. Jego nieodłącznym atrybutem jest kilkudniowy zarost, który stale widnieje na jego twarzy, nawet jeśli w tym samym odcinku jego dziewczyna go goli. Zajmuje się handlem dziećmi na czarnym rynku. Lubi klepać Rika po policzku. Przedmiotowo traktuje kobiety. Próbował sypiac z Amber ale mu sie nie udało. W zamian zabrał sobie Bridżet Forester. Pewnego dnia po ślubie z Bridżet, Dikon zadzwonił do Foresterów, by oni posłuchali odgłosów jakie dochodzą z sypialni Bridżet i Dikona. Eryś w zamian próbował go przejechać ale mu się nie udało. Dikon przeżył, a Eryś został oskarżony o usiłowanie zabójstwa.
  [19-20.07.2008] WROCŁAW 2012@Pola Marsowe


W weekend 19-20 lipca 2008 roku na wrocławskich Polach Marsowych odbędzie się pierwsza edycja Wrocław 2012 Festiwal. Będzie to największe plenerowe wydarzenie poświęcone brzmieniom reggae, hip-hop i dancehall w historii Polski.

Wu Tang Clan



Jedna z niewielu grup w historii czarnych brzmień, ciesząca się statusem prawdziwie kultowej wśród dziesiątek milionów fanów. Otoczony mistycznym, niezwykłym klimatem nowojorski kolektyw jest nieprzerwanie aktywny na scenie od 1993 r. Wszyscy z jego licznych członków z powodzeniem realizują kariery solowe, dodatkowo wzmacniając legendę charakterystycznego Orzełka Wu.

Za sukces Wu-Tang Clan najbardziej odpowiedzialny zdaje się być RZA, uznawany w wielu rankingach za najlepszego producenta w historii hip-hopu. To właśnie on stworzył brudne, minimalistyczne piwniczne brzmienie na legendarnym debiucie „Enter the Wu-Tang: 36 Chambers” z 1993 r. Uliczne prawdy, podane przez raperów grupy w metafizyczny sposób, z licznymi akcentami z nauk i kultury Dalekiego Wschodu, stanowiły zupełnie nową jakość na ówczesnej scenie hiphopowej i do dziś stanowią obiekt naśladownictwa. Do klasyki przeszły takie numery, jak „Protect Ya Neck”, „Method Man”, „C.R.E.A.M.” i „Can It Be All So Simple”.

Po zdobyciu szacunku od fanów niemalże wszystkich odmian hip-hopu poszczególni emce Klanu rozpoczęli solowe kariery. Najlepiej poradzili sobie Method Man, Ol' Dirty Bastard oraz Ghostface (Killah), którzy wspięli się na czołówkę rankingu najbardziej charyzmatycznych nowojorskich raperów wszech czasów. Sporą dozę uznania w ramach autorskiej działalności zdobyli także Raekwon the Chef, Inspectah Deck, GZA/Genius, Masta Killa, U-God i związany blisko z grupą Cappadonna, którzy nawet w pojedynkę są w stanie porwać tłumy tysięcy fanów. Bardzo udaną solową działalność prowadzi także RZA, który nagrywa m.in. albumy z rapem (także jako Bobby Digital) oraz soundtracki do filmów (m.in. słynny „Ghost Dog” Jima Jarmuscha czy obu częściach „Kill Bill” Quentina Tarantino). Słynne projekty, związane z zespołem, to także Gravediggaz i Method Man & Redman.

Marka Wu Tang Clan to nie tylko muzyka, ale także szereg innych działalności na polu show-biznesu. Logo zespołu firmuje m.in. linię odzieżową, gry komputerowe oraz produkcję filmów. Wu-Family ma lokalne oddziały na całym świecie i skupia wokół siebie setki artystów na polu muzyki, filmu, designu i szeroko pojętej działalności artystyczno-rozrywkowej.

Najnowsza produkcja kultowego kolektywu „8 Diagrams” pochodzi z 2007 r. W jej nagraniu niestety nie uczestniczył już kontrowersyjny emce Ol' Dirty Bastard, który zmarł w 2004 r. W ramach promocji albumu zespół zagrał w Europie wiele koncertów i został odebrany niezwykle entuzjastycznie. Fantastyczne przyjęcie to nic dziwnego, bowiem połączenie na jednej scenie niesamowitej werwy ośmiu showmanów to widowisko, którego na próżno szukać gdzie indziej. Podczas Wrocław 2012 Festival formacji Wu-Tang będzie można po raz pierwszy w Polsce posłuchać na plenerowym festiwalu. Energia, jaka zostanie wytworzona podczas zagrania na żywo „Gravel Pit”, „Triumph” czy „Proteck Ya Neck (The Jump Off)” pozwolić czuć legendę kolektywu jeszcze przez wiele długich miesięcy, jeśli nie lat.

http://www.youtube.com/watch?v=AH7gmR-uT70
http://www.youtube.com/watch?v=l-g63KbrG-Y
http://www.youtube.com/watch?v=qQfVte5nfg0
http://www.youtube.com/watch?v=57athY1a0nU

www.myspace.com/wutang www.lastfm.pl/music/Wu-Tang+Clan

Common



Amerykański raper, posiadający na całym świecie milionów fanów, doceniających jego ambitne, dojrzałe i porywające teksty oraz niesamowicie twórczą i jednocześnie przystępną warstwę muzyczną. Jako czołowy twórca tzw. zaangażowanego rapu, stawiany jest w jednym rzędzie z zaprzyjaźnionymi artystami jak Talib Kweli, The Roots, A Tribe Called Quest, Mos Def czy najbliższy współpracownik Kanye West.

Common jest aktywny na scenie od początku lat 90. Ma na koncie 7 pełnych albumów, z czego trzy pokryły się w USA złotem. Najbardziej znany raper z Chicago zjednał sobie międzynarodową publiczność m.in. dzięki umiejętności nawiązywania wyjątkowo owocnej współpracy z przedstawicielami innych gatunków, jak neo-soul, r&b, jazz czy nawet muzyka klubowa. Obdarzony unikalnym, mocnym głosem raper cieszy się respektem wśród mężczyzn, którzy doceniają stanowcze, dojrzałe postawy prezentowane w tekstach, jak i sympatią ze strony płci pięknej, urzeczonej wnikliwą analizą tematów ze sfery emocjonalnej, dżentelmeńską naturą artysty oraz również jego urokiem osobistym. Jedni i drudzy uwielbiają go za żywiołowe, pełne wigoru koncerty, w których w pełni okazuje swój barwny temperament, a także bardziej nastrojowe oblicze.

Common (dawniej Common Sense) jest jednym z najbardziej pracowitych twórców na scenie hiphopowej. Oprócz nagrywania własnych albumów regularnie pojawia się jako gość u innych artystów, niejednokrotnie usuwając ich w cień swoimi pamiętnymi zwrotkami. Do najbardziej znanych numerów z udziałem chicagowskiego emce należą m.in. „Love of my life (ode to hip-hop) z Eryką Badu (byłą partnerką artysty), „Full Moon” z Armandem van Heldenem, „Act Too (The Love of My Life)”, „8 Minutes to Sunrise” z Jill Scott i „1-9-9-9” z Sadatem X i Talibem Kweli. Ponadto wśród licznych twórców, z którymi w studio spotkał się Common, znajdują się m.in. Mary J. Blige, Cee-Lo, De La Soul, Lily Allen, D'Angelo i John Legend.

Maestria w warstwie wokalnej i tekstowej idzie u artysty w parze z niesamowitym talentem do dobierania porywającej warstwy muzycznej swoich utworów. Producenci, którzy zadbali o brzmienie klasycznych dziś albumów Commona to m.in. No ID (klasyk ambitnego rapu „Ressurection” z 1994), ?uestlove z The Roots (arcydzieło soulful hip-hopu: złoty „Like Water for Chocolate” z 2000), J Dilla (eklektyczny brzmieniowo, odrobinę psychodeliczny „Electric Circus” z 2003) i Kanye West (odpowiedzialny za ostatnie dwie złote płyty: „Be” z 2005 i „Finding Forever” z 2007). Pomimo iż nawet najbardziej znane single w dyskografii rapera, jak „The Light”, „Come Close”, „Go!” czy „I Want You” nie podbijały szczytów list przebojów, albumy artysty w setkach tysięcy sztuk regularnie kupuje jego wierna grupa fanów, dodatkowo motywowana przez piejących z zachwytu nad piosenkami artysty krytyków.

Wrocławski koncert artysty odbędzie się w ramach promocji najnowszej płyty charyzmatycznego rapera. Album „Invincible Summer” ukaże się w lipcu tego roku. Występ Commona na Wrocław 2012 Festiwal będzie wielkim świętem dla wszystkich fanów czarnych brzmień, których to artysta jest jednym z najbardziej docenianych obecnie przedstawicieli.

http://www.youtube.com/watch?v=nwHK_fL9d4E
http://www.youtube.com/watch?v=XBa55sDTIiA

www.myspace.com/common
www.lastfm.pl/music/Common

Looptroop Rockers



Szwedzka grupa Looptroop Rockers od wielu lat uchodzi za jeden z najbardziej ambitnych i jednocześnie najbardziej popularnych europejskich składów hiphopowych.

Formacja funkcjonuje od 1992 r., jednakże jej oficjalny debiut „Modern Day Symphony” ukazał się dopiero w 2000 r. Legendy o wyjątkowo żywiołowych koncertach składu, krążące od wielu lat po Szwecji, wydostały się po premierze debiutu poza granice Skandynawii i zaczęły umacniać się na całym Starym Kontynencie. Looptroop od samego początku stali w opozycji do blichtru i tandety, charakteryzujących wielu popularnych hiphopowych wykonawców i w swoich kawałkach w bezkompromisowy sposób rozprawiali się z tematami natury społecznej, ideologicznej a nawet i politycznej. Radykalizm, przywołujący skojarzenia nawet z punkiem, zjednał Szwedom liczne grono sympatyków także poza Europą.

Centralną postacią grupy jest wyjątkowo charyzmatyczny emce Promoe, charakteryzujący się nie tylko wielką energią rapowanych po angielsku wersów, ale i niepowtarzalnym wizerunkiem, przywodzącym na myśl starożytnego wikinga. Długowłosy i długobrody lider jest zaangażowanym społecznie aktywistą, a muzyka stanowi dla niego formę wyrażania często radykalnych myśli. Wysmakowane, często surowe brzmienia zespołu, za które w głównej mierze odpowiada DJ Embee, doskonale uzupełnia budujące wersy Promoe i Supreme'a i Cosmica.

Grupa ma na koncie cztery pełne albumy, rewelacyjnie przyjęte przez krytyków i licznych fanów. Najnowszy z nich – „Good Things” – ukazał się w 2008 r. Na materiale jedynie w dwóch kawałkach wystąpił Cosmic, a poluzowanie współpracy z kolektywem wpłynęło na zmianę nazwy zespołu z Looptroop na Looptroop Rockers.

Członkowie szwedzkiego kolektywu z powodzeniem realizują kariery solowe. Promoe ma na koncie cztery własne albumy, zaś Embee jedno wydawnictwo oraz dwie płyty nagrane z Cosmic'iem jako The Casual Brothers.

Looptroop Rockers mają niezwykle duża grupę fanów w Polsce. Koncert podczas Wrocław 2012 Festival odbędzie się w ramach wielkiej europejskiej trasy koncertowej promującej świeżo wydany album. Jeżeli ktoś jeszcze nie miał szansy zobaczyć „Long Arm of the Law”, „Fort Europa” czy „Fly Away” na żywo – czym prędzej powinien nadrobić zaległości!

Najbardziej znany artysta reggae ostatnich dwóch dekad. Shaggy sprzedał łącznie ponad 20 milionów płyt, zdobywając melodyjnym, nosowym głosem fanów na całym świecie. Jest autorem takich hitów, jak „Boombastic”, „Angel” czy „It Wasn't Me”, rozpoznawalnych przez młodych i starych słuchaczy na każdej szerokości geograficznej.

http://www.youtube.com/watch?v=2wGHptgLC28
http://www.youtube.com/watch?v=vvCOVDdzrCU
http://www.youtube.com/watch?v=uIbCu-9akgA
http://www.youtube.com/watch?v=kUnl06L9dAw

www.myspace.com/looptrooprockers www.lastfm.pl/music/Looptroop

Shaggy



Najbardziej znany artysta reggae ostatnich dwóch dekad. Shaggy sprzedał łącznie ponad 20 milionów płyt, zdobywając melodyjnym, nosowym głosem fanów na całym świecie. Jest autorem takich hitów, jak „Boombastic”, „Angel” czy „It Wasn't Me”, rozpoznawalnych przez młodych i starych słuchaczy na każdej szerokości geograficznej.

Drogę do międzynarodowej kariery Shaggy udeptał sobie najpierw w Europie, gdzie już na początku lat 90. jego pierwsze hity „Oh Carolina”, „Soon Be Done” i „Nice and Lovely” podbijały kluby oraz fale radiostacji. Amerykańską publiczność zdobył platynowym szlagierem „Boombastic”, wykorzystanym w słynnej reklamie jeansów. Leniwy styl zaciągania wersów, wizerunek bardzo pozytywnej postaci i celebrowanie w chwytliwych kawałkach uroków życia szybko pomogły mu zostać jedną z najbardziej znanych postaci na scenie jamajskich brzmień i jednocześnie gwiazdą pop.

Choć nad jego karierą pod koniec lat 90. zawisło niebezpieczeństwo „wypalenia”, jakże częstego wśród współczesnych gwiazd, Shaggy udowodnił swój status megagwiazdy albumem „Hot Shot” z 2000 r. Przebojowy materiał w samych Stanach rozszedł się aż w sześciu milionach sztuk, rzecz zupełnie niespotykana na scenie reggae (przykładowo Sean Paul sprzedał w USA jedynie nieco ponad 2 miliony swojego najbardziej znanego albumu „Dutty Rock”). Na 6-krotnie platynowym bestsellerze pojawiły się takie hity, jak „Angel”, „It Wasn't Me”, które w lecie 2000 r. były najczęściej granymi numerami w radiach i klubach i do dziś cieszą się niesłabnącą popularnością.

W kolejnych latach jamajski amant kontynuował nagrywanie przebojowych utworów oraz współpracę z innymi artystami, wśród których znaleźli się m.in. Janet Jackson, Akon, Toni Braxton, Chaka Khan i Ali G. Liczne występy na ścieżkach dźwiękowych do kinowych hitów oraz międzynarodowe trasy koncertowe potwierdzają status Shaggy'ego jako jednej z największych gwiazd reggae współczesnej muzyki reggae i jedynej, której udało się z powodzeniem realizować karierę przez ponad 15 lat. O silnej pozycji Jamajczyka świadczy także powierzenie mu zadania napisania oficjalnego hymnu Mistrzostw Europy w Piłkę Nożną UEFA: Euro 2008. Piłkarzy na boiskach w Austrii i Szwajcarii zagrzewa do gry przebojowy hit „Feel the Rush”.

Shaggy słynie z bardzo ciekawych koncertów, podczas których jako nietuzinkowy showman wykształca wyjątkowo pozytywną więź z publicznością. Występ gwiazdy na Wrocław 2012 Festiwal odbędzie się w ramach europejskiej trasy koncertowej promującej najnowszy album artysty i z pewnością dla wielu fanów będzie jednym z najbardziej niezapomnianych przeżyć muzycznych tego lata.

http://www.youtube.com/watch?v=JSbdz3Gh1ms
http://www.youtube.com/watch?v=ZcyEwQluYNM
http://www.youtube.com/watch?v=PG2h0NgJN9s
http://www.youtube.com/watch?v=yBy0fKVljZU

www.myspace.com/shaggy www.lastfm.pl/music/Shaggy

Arrested Development



Arrested Development to jedna z ważniejszych grup w historii współczesnej muzyki, udanie łączących w swej twórczości szerokie spektrum tzw. „czarnych brzmień”. W melodyjnej, żywiołowej twórczości amerykańskiego kolektywu, określanej przez zespół jako cultural-southern-hip hop-folk-ethnic-funk (w skrócie: Life Music), dużo uwagi poświęcone jest refleksjom o współczesnych problemach społecznych i duchowym rozwoju jednostki. Są one jednak przedstawione w bardzo przystępny sposób, co czyni uczestnictwo w koncertach zespołu oraz słuchanie jego płyt nie tylko przeżyciem artystycznym, ale i także intelektualnym.

Pochodzący z Południa USA zespół dumnie wkroczył na muzyczną scenę w 1992 r. 4-krotnie platynowym albumem „3 Years, 5 Months & 2 Days In The Life Of...”, za który odebrał dwie statuetki Grammy. Klasyk zaangażowanego brzmienia, podany we wpadającym w ucho stylu, przyniósł do dziś uwielbiane na imprezach hity „Tennessee”, „Mr. Wendal” i „People Everyday”. Idąc za ciosem w 1993 r. grupa nagrała akustyczną płytę w prestiżowej serii „MTV Unplugged”, zaś w 1995 r. opublikowała kolejny pełny krążek „Zingalamaduni”. Po kilkuletniej przerwie, związanej m.in. z solowymi karierami poszczególnych członków, zespół Arrested Development wrócił na scenę dopiero w 2003 r. Dwunastoosobową ekipą muzyków i tancerzy wciąż dowodzi charyzmatyczny Speech, a jej „duchowym doradcą” pozostał, figurujący w „Księdze rekordów Guinessa” jako najstarsza postać w historii hip-hopu, ponad siedemdziesięcioletni Baba Oje (ur. 1933).
Najnowsze płyty zespołu – „Among the Trees” (2004) i „Since The Last Time” (2006) – to przebojowa, żywiołowa mieszanka pozytywnego hip-hopu, funku, r&b oraz muzyki świata (m.in. indyjskiej). Najlepiej prezentuje się ona na żywo, o czym zespół przekonał wielu fanów podczas wybuchowych koncertów na całym świecie. Występ na otwartym powietrzu podczas Wrocław 2012 Festival będzie pierwszą okazją do pełnego objawienia scenicznej charyzmy muzyków zrzeszonych w Arrested Development. Zespół zagra na Polach Marsowych dla wielo tysięcznej rzeszy fanów mieszankę najbardziej porywających kompozycji z bogatej dyskografii, a jego koncert będzie jednym z najbardziej oczekiwanych momentów festiwalu.

http://www.youtube.com/watch?v=pvlEyjDk2Os
http://www.youtube.com/watch?v=lceZYoaKZPo
http://www.youtube.com/watch?v=5pi85wNlmXk
http://www.youtube.com/watch?v=w9Bo_oyiEDA

www.myspace.com/arresteddevelopmentmusic

Culcha Candela



Culche Candela to zespół, który ściąga obecnie na koncerty w Niemczech nawet kilkudziesięciotysięczne tłumy fanów ! Na niemieckiej scenie zespół ma już status super gwiazdy, której wideoklipy prezentowane są przez wszystkich telewizyjne stacje muzycznych a ich piosenki królują na większości niemieckich listach przebojów rozgłośni radiowych.

Zespół tworzy sześciu niezwykłych wokalistów (Itchyban, Don Cali, Johnny Strange, Larsito, Lafrotino, Mr. Reedoo) oraz jeden DJ (DJ Chino). Mają oni korzenie w pięciu krajach (Korea, Uganda, Kolumbia, Polska i Niemcy) i na czterech kontynentach. Ich koncerty to niesamowita dawka energetycznej zabawy. Teksty śpiewają po niemiecku, angielsku oraz hiszpańsku, a na ich unikatowe brzmienie składają się bezpośrednie hip-hopowe bity, pełne energii rytmy latynoskie oraz relaksujące wibracje reggae

Wyjątkowy charakter twórczości kolektywu najlepiej wyraża jego nazwa. „Culcha” w angielskim slangu oznacza kulturę, zaś hiszpańskie „Candela” to ogień lub energia. Różnorodny kulturowo skład formacji wspaniale wykorzystuje muzyczne talenty poszczególnych członków podczas żywiołowych koncertów, które są ich najmocniejszą siłą. Co warto docenić, Culcha Candela to nie tylko radosne brzmienie, ale równie pozytywnie zabarwione odpowiedzialne teksty, szerzące idee pokojowej zabawy i twórczego rozwoju.

Od kilku lat Culcha Candela cieszy się w naszym kraju niesłabnącą popularnością. Do Polski zespół przyjedzie pierwszy raz po wydaniu niezwykle entuzjastycznie przyjętego w Niemczech albumu. Podczas tego jedynego w Polsce koncertu w ramach europejskiej trasy będzie można ponownie oddać się muzycznemu szaleństwu czarnych brzmień z wszystkich zakątków świata.

http://www.youtube.com/watch?v=fLvqeB8B1ks
http://www.youtube.com/watch?v=Iw7fYAWLpi4
http://www.youtube.com/watch?v=D5nyRw3DDRI
http://www.youtube.com/watch?v=XW67aOMAiy8

www.myspace.com/culchacandela www.lastfm.pl/music/Culcha+Candela

OSTR & ŁDZ Orkiestra



To obecnie najpopularniejszy polski raper. Jest absolwentem Akademii Muzycznej w Łodzi i laureatem kilku renomowanych konkursów skrzypcowych. Autor dziewięciu pełnych albumów, z których ostatnie dwa okryły się w Polsce złotem. Najbardziej charyzmatyczny showman na scenie polskiego hip-hopu, z powodzeniem włączający w swoją twórczość akcenty brzmieniowe rodem z Jamajki. Cieszący się nieoficjalnie renomą najlepszego freestylera w naszym kraju.

O.S.T.R. wydał debiutancki album w 2001 r. („Masz to jak w banku”), wywołując niemałą sensację na polskiej scenie rap. Od tego czasu stale związany z labelem Asfalt Records raper regularnie dostarcza fanom najwyższej jakości płyty, łącząc prowokującą intelektualniei bezkompromisowo szczerą warstwę tekstową z maksymalnie dopieszczonymi brzmieniami, inspirowanymi przede wszystkim jazzem oraz klasycznym funkiem.

Podziw krytyków, którzy od wielu lat chełbią O.S.T.R. jako najbardziej utalentowanego rapera w Polsce, idzie w parze z szacunkiem ze strony fanów. I choć łódzki artysta nigdy nie poszedł na łatwiznę i nie nagrywał chwytliwych kawałków o przeznaczeniu radiowym i imprezowym, jego dwóm ostatnim albumom („Hollyłódź” z 2007 i „Ja tu tylko sprzątam” z 2008) udało się odnieść spory sukces komercyjny, zdobywając status złotych – niespotykane obecnie osiągnięcie dla artysty z nurtu rapowego.

Jego najnowsza płyta pt. „Ja tu tylko sprzątam” (wydana w lutym 2008 roku) ma przypomnieć słuchaczom o prawdziwym Hiphopie. Jest alternatywą wobec współcześnie panujących trendów, za sprawą których Hiphop stał się częścią muzyki rozrywkowej. W warstwie muzycznej O.S.T.R. połączył jazzowo-funkowe sample z mocnym brzmieniem bębnów oraz analogowym brzmieniem klawiszy i skrzypiec. Tak o płycie mówi sam O.S.T.R.: "Chciałem opowiedzieć coś o ludziach i ich przyzwyczajeniach do życia w lenistwie, skąpstwie, przepychu, snobstwie, zazdrości i władzy.. płyty nie da się określić niczym innym jak mianem prawdziwego Hiphopu, bo jest na niej miejsce zarówno na stylowe braggadacio jak i na treściwy storytelling. Całość jest bardzo dynamiczna i daje przede wszystkim do myślenia nad sobą samym i Światem, który nas otacza".

Sława O.S.T.R. jako najbardziej charyzmatycznego showmana dawno wydostała się poza granicę Polski, dlatego od wielu lat artysta porywa też międzynarodowe tłumy w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Czechach i innych państwach. Artysta nawiązał też współpracę z uznanymi przedstawicielami zagranicznych scen hip-hop, jak chociażby Sadat X, Craig G i El Da Sensei. Festiwal Wrocław 2012 nie mógłby odbyć się bez łódzkiego artysty, który jak mało kto umie zachwycić na żywo tysiące fanów za pomocą wyjątkowo ambitnej wersji hip-hopu.

http://www.youtube.com/watch?v=EsJp6pJxLZU
http://www.youtube.com/watch?v=EOiMV73l8Ew
http://www.youtube.com/watch?v=l37NpEYR8PI
http://www.youtube.com/watch?v=FNRZOCCxbdM

www.lastfm.pl/music/O.S.T.R.

Natural Dread Killaz & Ridimm Bandits

Młoda, niezwykle utalentowana wrocławska formacja. Ich muzyka to ekscytująca, wybuchowa mieszanka reggae, dancehallu, ragga i hip-hopu. Debiutancki albumu NDK „Naturalnie” stał się jednym z najważniejszych wydarzeń roku 2005 na błyskawicznie rozwijającej się polskiej scenie reggae. Muzycy z respektem i dojrzałością podchodzą do jamajskich tradycji gatunku, jednocześnie są bardzo otwarci na nowe wpływy i brzmienia, dzięki czemu tworzą dźwięki bardzo świeże i nowoczesne. Reggae od zarania było przede wszystkim muzyką do tańca, Natural Dread Killaz pamiętają o tym i w trakcie koncertów rozgrzewają parkiet do czerwoności. Słyną z niebywale żywiołowych i energetycznych występów.

http://www.youtube.com/watch?v=Rz6oSQK-9To
http://www.youtube.com/watch?v=bRqhEzXKf4Y

http://www.lastfm.pl/music/Natural+Dread+Killaz
  Moja tfurczość
Część IV

W nocy, gdy pogasły już wszystkie światła, a większość kolegów spała, Karl zagadał do mnie.
- Śpisz? – spytał.
- Nie – szepnąłem.
- Przepraszam za ten sprawdzian – wydukał nieśmiało.
- Nie przepraszaj. Przecież to ja zawaliłem sprawę. – Nie chciałem żeby się obwiniał, bo jakby na to nie patrzeć, wpadliśmy przez moją głupotę.
- Ale teraz masz przeze mnie problem.
- Karl, nie histeryzuj, na razie nic strasznego się nie stało – uspokoiłem go i chyba skutecznie, bo niedługo później poszedł spać.

W szkole zyskałem nie tylko przyjaciela, ale też wroga. Niestety, ale tak to w życiu jest, nawet jak nie chcesz mieć z nikim zatargów, czasami pewnych spraw nie możesz przewidzieć. Czasami zdarza się, że ktoś cię znienawidzi, nawet jeśli nic tej osobie nie zrobisz. Tak było z Heinzem. Nasze relacje pozostawały całkowicie neutralne, do czasu, gdy nakazano nam wszystkim zebrać się w auli. Nie wiedzieliśmy o co chodzi, więc nasłuchiwaliśmy w skupieniu.
- Moi drodzy uczniowie, mam wam coś ważnego do zakomunikowania – oznajmił naczelnik. – Dostąpiliśmy ogromnego zaszczytu. Naszą szkołę ma odwiedzić sam Führer.
Wśród uczniów dało się słyszeć wielkie poruszenie.
- Dlatego postanowiłem wyznaczyć naszego najlepszego ucznia, by uroczyście powitał gościa. Tak, bierzcie przykład z Ulricha Richtera, bo to jemu przypadnie ten zaszczyt.
Nagle oczy wszystkich skierowały się na mnie, a ja rozdziawiłem usta, nie będąc w pełni pewnym co się dzieje. Ja najlepszym uczniem? Na pewno znajdowałem się czołówce, ale na sto procent mogę stwierdzić, że Heinz był lepszy ode mnie. Od samego początku wykazywał niezwykły talent, dlatego przyjęli go do szkoły. Pochodził z biednej, robotniczej rodziny, ale dzięki swej tężyźnie fizycznej i umiejętnościom mógł liczyć na stypendium. Zdziwiłem się, że to nie jego wybrali.
Po zebraniu postanowiłem udać się do gabinetu naczelnika, by spytać, czy nie zaszła pomyłka. Wolałem wiedzieć teraz, niż potem przeżywać niepotrzebne rozczarowania. Nim jednak otworzyłem drzwi, usłyszałem głosy dochodzące ze środka.
- Czemu to Ulrich został wyznaczony? Przecież ja mam najlepsze wyniki – ten głos zidentyfikowałem jako Heinza. Nie brzmiał na zadowolonego.
- Tą rozmowę uznaję za zakończoną – odpowiedział naczelnik.
- Jak to? Chodzi o to, że jest z bogatej rodziny i dlatego wolno mu więcej, tak?
- Ulrich to syn generała Richtera. Do tego dobry uczeń. Uważam go za najlepszego kandydata, a ty nie masz prawa kwestionować moich decyzji! – wyraźnie słyszałem, że naczelnik się zdenerwował.
- Dlaczego skłamał pan, że to najlepszy uczeń?
- Wyjdź! Natychmiast!
Oddaliłem się, nim Heinz mógł mnie zobaczyć. Zdałem sobie sprawę, że z tej konfrontacji nie wyniknęłoby nic dobrego.

Po pamiętnym dniu wizytacji, zdobyłem niezwykłą popularność wśród kolegów. Początkowo bałem się, że będą zawistni, ale tak się nie stało. Owszem, zazdrościli mi trochę, ale również podziwiali i szanowali. Stałem się dla nich wzorem, tak jak niegdyś mój brat dla swoich kolegów i dla mnie. Karl cieszył się moim szczęściem i chyba rozpierała go duma, że to on jest moim najlepszym przyjacielem. Wiele osób zgłaszało się do mnie, bym i pomagał w różnych sprawach, ale Karlowi poświęcałem najwięcej uwagi.
Okazało się jednak, że nie wszyscy żywili do mnie szacunek. Pamiętam to dokładnie, jakby zdarzyło się wczoraj. Wracałem z prysznica, gdy Heinz zagrodził mi drogę. A należy tu zaznaczyć, że posturę miał imponującą. Przypominał mi trochę Eryka. Był wysoki, dobrze zbudowany, o typowo aryjskiej urodzie. Wyglądałem przy nim dość niepozornie.
- Wydaje ci się, że jak masz pieniądze, to jesteś lepszy od innych? – warknął.
Nie sądziłem, by chciał się wdawać ze mną w bójkę, bo groziła za to surowa kara, ale wyraźnie mnie zaczepiał.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz. – Próbowałem przejść, ale mnie nie przepuścił.
- Ja muszę ciężko pracować, a tobie wystarczy nazwisko, co?
Zdenerwowałem się. Jeszcze raz spróbowałem przejść, ale wtedy dostałem pięścią w twarz. Siła ciosu sprawiła, że mnie zamroczyło i przez chwilę nie wiedziałem co się dzieje. Upadłem na posadzkę i zauważyłem, że Heinz szykuje się do kolejnego ataku. Jedyne co mi pozostawało, to zrobić unik i oddać mu, co zresztą uczyniłem. Nie miałem szans w dłuższej walce, ale nim doszło do czegoś poważniejszego, rozdzielił nas jeden z nauczycieli.
- Właśnie się doigraliście! Do karceru! Obaj! – wrzasnął.

W hitlerowskiej szkole panowały surowe zasady, zwyczaje wręcz spartańskie. Każde przewinienie groziło poważnymi konsekwencjami. Choć karcer kojarzy się raczej z więzieniem, karanie nim uczniów nie było niczym niezwykłym. Jeśli ktoś był za słaby psychicznie by wytrzymać, to znaczyło, że nie był godzien noszenia munduru elitarnej szkoły.
Ja nie załamałem się ani razu. Odsiedziałem swoje ze stoickim spokojem. Co prawda uważałem, że ukarano mnie niesprawiedliwie, ale nawet przez myśl mi nie przeszło by kłócić się z nauczycielami. Tylko głupiec buntowałby się przeciwko wyższym stopniem. Gdyby nie moje posłuszeństwo i skrucha, możliwe, że skończyłbym znacznie gorzej.
Po wypuszczeniu zostałem zaprowadzony wraz z Heinzem do gabinetu naczelnika. Obawialiśmy się jego gniewu, ale przywitał nas spokój wskazując, że emocje trochę opadły.
- Jesteście jednymi z najlepszych uczniów w tej szkole. Możliwe, że jednymi z najlepszych od czasów jej założenia – mężczyzna zbliżył się do nas, po czym zwrócił się bezpośrednio do mnie. – Wybitne osiągnięcia twojego brata będą zawsze pamiętane. Stanowił wzór dla wszystkich kolegów. Teraz, jako oficer, wreszcie ma szansę zrobić coś ważnego dla Rzeszy. W tak młodym wieku, takie osiągnięcia. Niebywałe! Ale ty również możesz taki się stać. Musisz jednak wyzbyć się tych małych słabostek, przez które wpadasz w kłopoty.
- Tak jest! – odpowiedziałem z przekonaniem.
Naczelnik przeniósł wzrok na Heinza i podszedł do niego.
- Co zaś do ciebie, to masz wielki potencjał, ale jesteś zbyt impulsywny. Najwyższy czas byś zrozumiał, gdzie twoje miejsce. Naucz się panować nad emocjami, a gwarantuję ci wielką karierę.
Gdy już naczelnik skończył prawić nam morały, usiadł za biurkiem i przeszedł do konkretów.
- Dam wam szansę się zrehabilitować. Wreszcie będziecie mieli okazję sprawdzić się w akcji. Prawdziwej akcji. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziecie.
Serce zabiło mi szybciej. Tak długo na to czekałem. W końcu uda mi się udowodnić, że jestem godny nazwiska Richter.

Opuściliśmy mury szkoły i zaprowadzono nas do człowieka, który miał nam wydawać rozkazy. Był nim młody oficer SS, który przedstawił się jako porucznik Kuhn. Choć wyglądał na zaledwie dwadzieścia pięć lat, jego masywna sylwetka budziła szacunek. Przy nim i Heinzu czułem się jak chucherko, mimo że moje osiągnięcia wyraźnie wskazywały, że nie należę do słabeuszy.
- Otrzymaliśmy donos o młodej, żydowskiej parze ukrywającej się w opuszczonym domu nieopodal. Waszym zadaniem jest ich pojmać – oznajmił oficer.
Dostaliśmy po karabinie i to już wystarczyło by podskoczyła mi adrenalina. Czułem się jak profesjonalista. Udaliśmy się, wraz z porucznikiem, na miejsce zdarzenia. Mimo, że zadanie wyglądało na bardzo typowe, przez całą drogę serce waliło mi jak młot. Ogarnęła mnie podekscytowanie. Fakt, że pozwolono mi wziąć udział w prawdziwej akcji napawał mnie dumą. Niech no tylko opowiem wszystko Erykowi. Na pewno się ucieszy.
Dom znajdował się na obrzeżach miasta i nie należał do dużych, ale miał dwa piętra, wliczając parter. Gdy się zbliżyliśmy, padły strzały z górnej kondygnacji. Nie ukrywam, wystraszyłem się, ale na szczęście żadnemu z nas nic się nie stało. Ukryliśmy się za wielkim dębem, rosnącym nieopodal i rozpoczęliśmy ostrzał domu. Tym razem moje podekscytowanie połączył się z niepokojem. Zrozumiałem, że to nie zabawa, jeden fałszywy ruch mógł być tragiczny w skutkach.
Sądzę, że wymiana ognia nie miała większego sensu, ale porucznik liczył na to, że przeciwnikowi skończy się amunicja. Tak się jednak nie stało i wyglądało na to, że wróg jest lepiej uzbrojony niż myśleliśmy. Nie sposób było dostać się do środka, gdyż groziło to trafieniem. Jednak nasz obecny dowódca był sprytnym człowiekiem i zaświtała mu w głowie myśl.
- Richter, podpal dom. Będziemy cię osłaniać – padł nagle rozkaz.
Zawahałem się. Nie chodziło bynajmniej o strach, po prostu nie spodziewałem się takiego polecenia.
- Słyszysz co do ciebie mówię?! – porucznik się zdenerwował.
- Ja to mogę zrobić! – z dumą oznajmił Heinz i spojrzał na mnie kpiąco.
- Poradzę sobie – zreflektowałem się nagle. Nie mogłem wyjść na tchórza.
Wykonałem rozkaz bez mrugnięcia okiem, a w zasadzie wykonaliśmy, bo Heinz skoczył do sąsiedniego domu po materiały. Wziąłem duży kij, obwiązałem szmatami i polałem benzyną, a następnie podpaliłem. Tak przygotowaną pochodnię cisnąłem w stronę wiadomego budynku. Ogień rozprzestrzenił się bardzo szybko i wkrótce cały dom płonął jak gigantyczna pochodnia. Sądziłem, że ukrywająca cię w środku para podda się i wybiegnie na zewnątrz, unikając płomieni, ale to nigdy nie nastąpiło. Obserwowałem palący się budynek w coraz większym szoku. Nie mogłem uwierzyć, że oni naprawdę tam zostali, że wybrali śmierć w płomieniach. Śmierć, którą sam im zgotowałem. Wykonywałem tylko rozkazy, ale to moja ręka podłożyła ogień. Ta myśl nie dawała mi spokoju.
Kiedy płomienie ustały, porucznik nakazał Heinzowi wejść do zniszczonego domu i zrzucić z góry ciała. Wiedziałem, że czuł obrzydzenie, ale nie okazał tego.
Nagle poczułem okropny swąd i ujrzałem dwa, koszmarnie opalone trupy. Widok był tak potworny, że poczułem jak żołądek odwraca mi się do góry nogami. Przyłożyłem sobie rękaw do nosa by nie czuć smrodu.
Oficer ani trochę nie okazywał niesmaku. Widziałem wręcz jak się uśmiecha. W pewnym momencie stanął na zwłokach należących do kobiety, a na jego twarzy odmalował się niebywały wyraz satysfakcji. Zaczął deptać trupa z takim zadowoleniem, jakby dopiero to pozwalało mu w pełni napawać się zwycięstwem.
Przez pewien moment byłem jakby nieobecny duchem. Do rzeczywistości przywołał mnie dopiero głos porucznika, który zarządził powrót.
- Czy mogę... iść za potrzebą? – wydukałem.
- Byle szybko!
Pobiegłem w krzaki, ale wcale nie po to, żeby się wysikać. Jak tylko znikłem reszcie z pola widzenia, zwymiotowałem. Kompletnie pozbyłem się zawartości żołądka, choć wiele w nim nie było. Zrobiło mi się słabo, ale za nic nie mogłem dać tego po sobie poznać. Postarałem się oczyścić umysł i opanować emocje. Wróciłem, kiedy byłem pewny, że nie skompromituję się przed innymi.

Wieczorem usiadłem przy szafce i postanowiłem napisać list do brata. Brakowało mi go, bardzo potrzebowałem z nim porozmawiać, ale jedyne, co mogłem zrobić, to przelać swoje uczucia na papier i czekać, aż dostanę odpowiedź.

Drogi Eryku

Napisałem nagłówek i zacisnąłem dłoń na piórze. Szukałem odpowiednich słów, zastanawiałem się, co powinienem powiedzieć, a co lepiej opuścić i zrozumiałem, że czeka mnie trudne zadanie, bo ścierały się we mnie tak sprzeczne emocje, że w żaden sposób nie umiałem ich wyrazić.

Co czujesz, gdy zabijasz człowieka? Czy dręczy cię potem ta myśl?

Znowu się zawahałem. Eryk nigdy nie wspominał o wyrzutach sumienia, więc pytanie wydało mi się głupie, ale postanowiłem pisać dalej.

A może odebranie życia komuś gorszemu sprawia ci radość? Tak powinno być, prawda? Ale mi nie sprawiło. Zabiłem dzisiaj, a właściwie przyczyniłem się do czyjejś śmierci. Dostałem taki rozkaz i go wykonałem, to dobrze, prawda? Powiedz, że moje rozterki są normalne, proszę. Powiedz, że to minie. Boję się. Boję się, że nigdy nie będę taki jak ty, że to mnie przerośnie...

Nagle urwałem i zmarszczyłem brwi. Jak mogłem wygadywać takie rzeczy? Przecież Eryk mnie wyśmieje, będzie ze mnie szydził. Przecież to bzdury, wypisuję bzdury.
Zmiąłem kartkę w dłoni i wyrzuciłem. Wziąłem nową i zacząłem pisać od początku.

Drogi Eryku
Myślę, że będziesz ze mnie dumny. To był dla mnie ważny dzień. Pozwolono mi wziąć udział w prawdziwej akcji. Tak się cieszę, że wreszcie zrobiłem coś pożytecznego...
  Moda na Sukces
Moda na sukces (niekończąca się opowieść) – na początku było słowo, potem nastała Moda na sukces. Już od wielu dziesięcioleci możemy w głębokim skupieniu śledzić losy ukochanych przez nas bohaterów. Powstał już chyba miliard odcinków, a i tak akcja się dopiero rozkręca. Według producentów główną fabułą serialu jest niby "projektowanie i pokazy mody" ale tak naprawdę główną fabułą serialu jest sex, związki, zdrada, miłość, rozstania itd. Niemożliwe jest jednak stworzenie sensownej fabuły dla czegoś tak długiego, przez co charakterystyczna cechą serialu jest zapętlanie się fabuły. Bohaterowie parzą się w trochę losowy sposób (na szczęście do tej pory wyłącznie heteroseksualnie i bez przypadków kazirodztwa), a każdy z nich przeżył przynajmniej jedną amnezję i dwa obłędy o różnym stopniu nasilenia. Dialogi i intrygi są skonstruowane w sposób wywołujący u człowieka o inteligencji większej od przeciętnego pokemona najpierw ataki panicznego śmiechu, a potem narastające przerażenie pomieszane z irytacją. Stopień ich hardkor`owości wzrasta z czasem, ponieważ wszystkie zgodne z jakakolwiek logiką możliwości rozwoju akcji zostały dawno wyczerpane i scenarzyści siegają po coraz mocniejszy nonsens. Dla niewtajemniczonych (są jeszcze tacy?!) krótka charakterystyka bohaterów:

Ridż Forester – kanciastogłowy ulubieniec pań. Cechy - sztywność, jakby kij połknął, przewracanie oczyma, liczne romanse w wyniku których na świat przychodzą dzieci, które potem okazują się jego rodzeństwem ze strony ojca brata ciotki stryja. 4 razy rozwodził się z Bruk.

Bruk Logan Forester – Bruk kocha Ridża, a on kocha siebie. Bruk kocha też ojca Ridża, ale on jej już nie. Kocha także kilku bohaterów drugoplanowych. Ma blond włosy i około 30 lat, chociaż wiek jej syna wskazywałby by, że ponad 50. Jej IQ wynosi ilość przebytych facetow. Tak zwana „żona przechodnia”. Obecnie jest w ciąży z Dikonem, swoim zięciem.

Stefani Forester – mama Ridża. Nie cierpi Bruk bo ta odbiła jej kiedyś Eryka. Lubi ładne kombinezony i intrygi.

Eryk Forester – papa Ridża. Ojciec własnych wnuków. Lubi Bruk i swoją siwiznę. Projektuje modę i odnosi sukces. Jest starym dziadem, który w całym serialu nie ma nic innego do roboty, jak tylko stać i gapić się przed siebie, z miną "yyy... co to jest?" a mimo to, wszyscy uważają, że jest najmądrzejszym przedstawicielem rodu.

Tejlor Forester - żona Ridża, co jakiś czas odbija męża z rąk Bruk. Miała wiele niezwykle fascynujących przygód, jakich nie wydumałby nawet pensjonariusz zakładu zamkniętego w Tworkach.

Sali Spektra – jedyna normalna w tym serialu. Nie lubi Foresterów, jest puszysta i ma ładne rude włosy, o których krążą legendy. jest napalona na seks z Massimem. Niedawna śmierć aktorki grającej Sali potwierdziła przypuszczenia jakoby aktorzy Mody na Sukces nie byli nieśmiertelni.

Rik Forester – syn Bruk i (najprawdopodobniej) gangu żółwi-motocyklistów. Prawdopodobnie mutant - rozwinięcie się z postaci niemowlaka do postaci osobnika dorosłego zajęło mu około 10 odcinków (5 lat na serialowej osi czasu). Żonaty z Amber.

Amber – Einstein zbrodni, Leonardo da Vinci przebiegłości, chytrości, Newton intryg w jednym. Babysitter-ując Ricka postanowiła zostać jego kochanicą i żeby ułatwić sobie osiągnięcie celu, zaciągnęła go do łóżka a potem wetknęła cudze dziecko. Sielanka trwała do pamiętnego wyjazdu do Wenecji, kiedy to cała prawda wyszła na jaw - okazało się, że matką małego Eryka jest Beki. Obecnie Amber przeżywa niezwykle ambiwalentne uczucia, mając do wyboru prostego chłopaka z ubogiej rodziny Garrisonów, Sidżeja oraz opalonego, przystojnego Rika, który dobrze wie, czego chce od życia. Aby zatrzymać przy sobie Małego Eryka, jest gotowa oddać się Dikonowi.

Dikon Szarp - prawdziwy maczo-men, brutal i twardziel. Była barmane w jakimś kiczowatym barze ale szybko awansował na szefa działu promocji w Forester Krijejszyns. Jego nieodłącznym atrybutem jest kilkudniowy zarost, który stale widnieje na jego twarzy, nawet jeśli w tym samym odcinku jego dziewczyna go goli. Zajmuje się handlem dziećmi na czarnym rynku. Lubi klepać Rika po policzku. Przedmiotowo traktuje kobiety. Próbował sypiac z Amber ale mu sie nie udało. W zamian zabrał sobie Bridżet Forester. Pewnego dnia po ślubie z Bridżet, Dikon zadzwonił do Foresterów, by oni posłuchali odgłosów jakie dochodzą z sypialni Bridżet i Dikona. Eryś w zamian próbował go przejechać ale mu się nie udało. Dikon przeżył, a Eryś został oskarżony o usiłowanie zabójstwa. Przespał się z Bruk (matką swojej żonki) i zrobił jej bobasa.

Torn - płaczliwy mięczak z kompleksem starszego brata. Nieporadny życiowo, ubrania, stanowiska i kobiety przejmuje po Ridżu, przez co nienawidzi go.

Massimo - mistrz zarządzania i interesów, zbawiciel który wprowadza wolny handel w krajach afryki. Ma flotę łupinek orzechów. Na jednej z nich zapłodnił kiedyś Stefani i tak powstał Ridż. Teraz próbuje go odzyskać rujnując mu życie. Kocha się w Stefani. Jest założycielem sekty czczącej Ridża. Uważa wojnę za najwspanialszy czyn ludzki.

Bridżet - niegrzeczna dziewczynka która myśli że jest stara jak Stefani i co za tym idzie że wszystko jej wolno. Jest naiwna i głupia. Ciągle chce tylko uprawiać z seks z Dikonem. Biedak jest już nią wykończony.

Łip Dżons - udaje ojca dziecka Bruk którego prawdziwaym tatusiem jest Dikon by Bridżet nie dowiedziała się o tym.

Bohaterowie Mody na Sukces wyjawiają swoje skerety:

* Bridżet: Mój przyrodni brat Ridż jest byłym mężem mojej mamy Bruk.
* Rik: Moja teściowa jest córką mojego męża.
* Mały Eryk: on co prawda jeszcze nie mówi ale zawsze się cieszy kiedy Dikon go rozbiera i ubiera, nie lubi kiedy robi to Amber. Po prostu kocha zabawy z Dikonem, który też to kocha. Jednym słowem obaj sie kochją na zabój
* Bruk Logan Forester: Kogo tak na prawdę kocham? Stefani! A jeszcze bardziej piure z zielonego groszku.
* Dikon: Mój horoskop mówi że moje zmartwienia znikną! Yes, yes, yes! Bridget w końcu zaczną znikać pryszcze!
* Stefani: No nie, znowu przekręciła mi się peruka!

Źródło - Nonsensopedia
  Bissel I/III - Spisek
Kiaryn:

Daine

Widok Kriss zmywającej ślady trudów bitwy z twarzy martwego Olafa sprawił, iż serce elfa drgnęło ze wzruszenia. Daine podniósł się ciężko i sam podszedł do leżącego na ziemi ciała i przycupnął przy nim. Widząc, iż szmatka trzymana przez Kriss już nasiąkła zupełnie krwią, wyjął swymi drżącymi, poobijanymi dłońmi kawałek materiału, który niegdyś był częścią jego białego płaszcza. Posyłając ciepłe spojrzenie w stronę miedzianowłosej kobiety, wojownik włożył jej do ręki złożone płótno, po czym wstał i udał się do miejsca, w którym siedział ostatnio.
Daine spojrzał się po siedzących przy nim rowarzyszach i rzekł głośno:
- W chęcią pfyftaję na propowytfję ftarucha. Jak na krótką wypwawę, wyglądam i tfuję fię jak po bitfie w famym Iuwem... - elf zachwiał się lekko, przymykając już swe obolałe powieki - ...po-potfebuję chyba trofkę czafu na rehabilitatfję...

Bielon:

Przystawszy na propozycję Namiestnika rankiem opuściliście jaskinię zaraz po cichym i szybkim pogrzebie w którym pochowaliście kilku knechtów, Olafa i Mortibala. Na waszych saniach zaanektowanych przez ludzi Namiestnika, jechało dwóch rannych. Szlak nie należał do łatwo przejezdnych, bo zima od kilku dni przycisnęła srodze. Was jednak grzała radość z faktu, że choć wplątaliście się w paskudną awanturę to jednak karta się odwróciła.

Trzy dni zajęło wam dotarcie do Tymowa, małej osady położonej na trakcie z Gniewu do Młota Ainoru. Stąd droga była już zupełnie inna. Szlak był wydeptany przez rzadkie o tej porze roku, lecz jednak jeżdżące, wyprawy. Do Młota, gdzie zdążał Namiestnik, dotarliście po pięciu dniach od pamiętnej bitwy pod jaskinią. Zmęczeni podróżą lecz już zdrowsi.

Sama twierdza zrobiła na was spore wrażenie, bo dopiero teraz mogliście choć przez chwilę być w jej wnętrzu a nie jak wcześniej na podgrodziu jedynie. Wzniesiona na skale nad zakolem Strumienia Real, zdawała się być krępa na podobieństwo swoich budowniczych, krasnoludów z rodu Mc’Roun. Ciężkie kamienne bryły granitu może nie miały w sobie strzelistej świetności elfich wieżyc, lecz swą przysadzistością zyskiwały na obronności. Ktoś, kto zdobyłby się na szturmowanie tej twierdzy, musiałby robić to latami.

Ser Eryk Servoll, pan na Młocie Ainoru znalazł dla was kwatery wśród izb służby z wyłączeniem Lady Touen, którą poprosił o zajęcie izby na zamku i goszczenie wedle swego życzenia. Nie była to jednak uciążliwa gościna a jedynie krótkie zatrzymanie was nim Namiestnik wyznaczy wam stosowne kwatery. I już po trzech dniach gościny, kiedy powoli dochodziliście do siebie, wezwano was do miasta, gdzie w jednej z niewielkich kupieckich kamienic stojących przy rynku, czekał na was Namiestnik. Był sam i nie miał dobrego humoru, lecz nic w tym nie było dziwnego. Będąc w mieście trzy dni wiedzieliście już, że na traktach przybyło zbójów, Tępiciele ostatnimi czasy strasznie stracili na skuteczności i złodziejstwo pleniło się nawet w mieście. Do tego jeszcze Strażnicy, obrońcy Bissel, porzucili nałożoną przez przysięgi i bogów służbę i lekce sobie ważąc wezwania Namiestnika zajęci byli „bronieniem granic”. Widać było, że komuś zależy na zbełtaniu spokoju w prowincji. Konsekwencje tego spaść mogły zaś przede wszystkim na tego, w którego gestii znajdowało się strzeżenie prawa i porządku w Ainorze. Stąd pewnie i jego humor.

Ledwie weszliście do piwnicznej izby, w której czekał na was a wskazawszy na wolne ławy powiedział kąśliwie – Co tak długo? Jak płacę chcę oddanej służby – widać było zrazu, że jest nie w sosie. Podsunął na stołach w waszą stronę kilka sakiewek brzęczących i pękatych – Oto obiecane sto lwów. I czas przyszedł na pierwsze zadanie. Wasz stary znajomy, Hucke Olinders, który z Krugerem spiskował, ma przybyć dziś o zmroku do Młota i zatrzymać się w domu kupca Wernicke, przy porcie. Tamuj opodal most jest, łatwo znaleźć. Trza było by go pojmać, ale tak coby krzyku nie narobił, i do mnie dostarczyć. Pamiętajcie, on wysoko w tutejszym Trybunale stoi. Jak się larum podniesie do niczego się nie przyznam. Jednak, jak już go mieć będziecie dostarczycie go do karczmy „Trzy Baty” i tam pytajcie o Jutha. To mój człek i on wiedział będzie gdzie naszego znajomka odstawić i jak mnie znaleźć. Uda się, sto lwów dla was do podziału. Aaaaa – dodał na końcu jednocześnie dając wam znać, że na was już pora – jeszcze jedno. Niechaj po was nie ostanie się krwawy szlak wiodący do „Trzech Batów”. To małe miasto. – skończył wyraźnie dając wam znać, że nie może wam poświęcić więcej czasu. Wyszliście na rynek Młota i mało myśląc udaliście się do jedynego na rynku miejsca gdzie można było i pogadać i piwa się napić, zajazdu „Łaska Pańska”. Tu zamówiliście wedle gustu i wyraźnie pewniejsi pękatą sakiewką, siedliście w sporej alkowie, na której wynajęcie było was stać. To było miłe uczucie…

Aiglon:

Touen McLorth

Tpuen odzywczaiła się od tego, że ktoś ttraktuje ją z należnym jej szacunkiem z racji urodzenia. Lata na szlaku nauczyły ją, że umiera i krwawi jednako i pan i chłop, a pomiędzy kompanami różnic klasowych nie ma. O ile chce się życie zachować. Propozycji Namisetnika nie odmówiła jednak z dwóch powodów. Raz, że jako traktował ją po szlachecku mógł mieć swoje plusy i wywiedzieć się mogła na zamku nieco inofrmacji. Dwa - tęskniła za dobrą kąpielą i wygodnym łożem. BYła kobietą i jak kobieta lubić się czuła, a los nieczęsto lusksusy zssyłał. Gestem włodarza podzieliła się z zielonooką złodziejką, która także z lubością wzięła długą kąpiel przy kominku. Zaznaczyć też trzeba, że ani łoża, ani balii panny nie dzieliły, jedynie stół, a i to ze wszystkimi z drużyny.Jakkolwiek fascynacja ogniostowłosą rozpalała Touen zmysły, jednak ostrożnie i z rozsądkiem do sprawy podchodziła. Czekała, na ruch Kriss...

Gdy Namiestnik wezwał ich do siebie i sprawę przedstawił, Touen uśmeichnęła się lekko. Sakiweę szybko zważyła w dłoni i skryła. Złoto było dla niej nie miłością, a jedynie przyjacielem, do którego tęksno było, a gdy się pojawiał miłe chwile nadchodziły.

Śmiem twierdzić rzekła gdy już posilali się wspólnie. iż moja to działka i mój fach. O ile pozwolicie plan przedstawię. Prosty i miły.

Gorlatan:

Tormund

Podczas wędrówki krasnolud lubił iść na przedzie szczególną radość znajdując w udręczaniu swego ciała. Tak jakby trudy wędrówki wogóle go nie dotyczyły.

Dotarłszy do Młota przycichł nieco i jakby posmutniał. Nikt, nawet Blaise, nie wiedział co to sprawiło. Może po prostu gnuśniał, bo po spotkaniu z Namiestnikiem wyraźnie się rozweselił.

Wysłuchał przemowy dziewki po czym odparł krótko - Mów więc co radzisz czynić. Czasu nie mamy wiele na przygotowania - patrzył przez okno na powoli chylące się słońce za ciemny masyw twierdzy Servolli. Twierdzy wykutej przez jego braci.

Kiaryn:

Daine

Rozciągnięty w typowej dla siebie, lekko pochylonej pozycji, elf popijał powoli wino ze swego pucharu. Rozpierała go energia i zadowolenie z faktu, iż znów coś się działo i mógł uczestniczyć w akcji... niemal cały i zdrowy... Z pomocą miejscowego uzdrowiciela oraz tajemniczych naparów Touen, udało mu się szybko wykurować tak, że jego twarz zyskiwała już na dawnym wyglądzie. Najważniejsze było jednak, iż okazało się, że zęby, które stracił nie były jedynkami. Poza jedną wybitą czwórką w górnej szczęce i szóstką w dolnej, jego uzębienie miało się bardzo dobrze. Ku jego radości, jego nadzieje, iż chwilowa wada w wymowie była jedynie kwestią opuchlizny, nie okazały sie płonne. W takiej sytuacji więc szczerzył się do każdego, z kim zdołał złapać wzrokowy kontakt. Jego topór jak zwykle posłusznie spoczywał przy blacie zajmowanego przez drużynę stołu, zaś jego dłoń bez przerwy błądziła w jedgo kieszeni, ściskając się co chwila na brązowej od zakrzepłej juchy wstążce.

Kiedy to wszystko się skończy, wróci do Sokoliska... i policzy się z tą, co go takim podstępem zdradziła...

Mysląc tak sobie znów się uśmiechnął i podniósł swój puchar w niemym toaście do McLorth, pomny tego, co dla niego uczyniła i pomny tego, kim przez te dwa tygodnie się dla niego stała... podporą w drużynie.
- Droga Sokolniczko, zamieniam się w słuch...

Aiglon:

Touen McLorth

Dziewczyna spojrzała na kompanów uważnie. Zastanawiała się, czy paladyn był jedynym grzecznym chłoplcem w druzynie, i czy reszta ma mniejsze opory rpzeciwko technikom ogolnie uwazanych za malo honorowe. Gdyby rycerz zyl, pewnie cos by do jej planu wtracil, jednak los sprawil, ze go w szeregach druzyny nie bylo..

Coz, plan jest porsty jak to juz mowilam zaczela, a na jej twarzy pojawil sie lekki usmieszek. W zaleznosci od tego, jakim czlowiekiem jest nasz ziomek, tak i inne wersje planu w grę wchodzą. Najprosciej - pojde don, na kolana mu usiade, kiecke niby zalotnie podrywajac, jak sie zalapie, do komnaty go poporwadze jakiejs, do wina dosypie małą kołysankę. A pozniej dam wam znac i wykradniemy go cichaczem chrapiacego glosno. Jezli zas wstrzemiezliwy jest ponad miare, porsic go mozna o chwile rozmowy, zaplakanej pannie malo kto odmawia, a dwom mrugnęła do Kriss Tym bardziej. Ewentualnie moze chlopcow lubic, wtedy to ktorys z was pewnikiem musialby odstawic szopkę... hehe.. No wiec panowie...? Jakies porpozycje? Bo ja i owszem pytanie mam podstawowe, kto mną stręczył będzie Usmiechnęła się pokazując ostre, białe ząbki.

Kiaryn:

Daine

Usłyszawszy plan Touen, elf zaśmiał się sympatycznie.
- Mam rozumieć, że w przypadku, gdyby lubił chłopców, ja raczej nie jestem brany pod uwagę? - Daine położył kielich na stół, po czym oparł się wygodniej o swe siedzenie - Jak dla mnie plan świetny. Żadne z nas nie nadstawia tyłka poza... hę... dziewczętami... Jesli dobrze pójdzie, obędzie się i bez rozlewu krwi. Sokolniczko, z dnia na dzień mnie zaskakujesz. Pozwól zatem, że postawię ci następną kolejkę... dla animuszu.
Elfi wojownik poczynił gest swą dłonią, dając znak karczmarce, by dolała jeszcze wina. Gdy już to uczyniła, podsunął kielich w stronę Kriss oraz Hansa (przyzwyczaił się do zwracania się do zabójcy po imieniu). Nie chciał, by sytuacja sprzed paru dni się powtórzyła. Tymczasem Daine znów się zwrócił do Touen:
- Wiesz, jest jedna rzecz, która mi sie tu nie podoba... - elf uśmiechnął się tajemniczo - ...drań będzie miał z tego zbyt wiele uciechy.
Kończąc zdanie, zbrojny z Highfolk wyszczerzył tylko swe zęby w łobuzerskim uśmiechu.
 



Eryk Algo Nowy gracz
Etyka wobec sytuacji granicznych
EUROPA ATLAS SAMOCHODOWY 1
Evans James Allan
etapie ogólnopolskiego konkursu
europa mapa fizyczna i polityczna 1 80 000 000
Europejska Akademia Dyplomatyczna
Europejskie pakty regionalne
Europejski Instytut Uniwersytecki
Escada Pacific Paradise
Estee Lauder Beyond Paradise
Etykietowanie dysków optycznych
EUROPA PARK NIEMCY
eurythmics who 39 s that girl
Evanescence Haunted Rock
  • piotr fronczewski i pani fronczewska
  • nE5en EFEEF0EDEE F4EEF2EE E3EEEBFBF5 cE5EDF9E8ED F4EEF2EE E4E5E2oF8E5e
  • wwwallegro;tulko;the;sims2;zwierzaki
  • www sims2 pl
  • zyczenia urodzinowe na 18 dla siostry
  • fryzura slubna krakow
  • r416si 1997 znowu hgf
  • 19 galatasaray rosicki 20 1 3 genua themichal
  • tekefony